Home / Duchowość  / Refleksje  / Żądasz znaku, dzieciaku?

Żądasz znaku, dzieciaku?

Mamy rożne potrzeby. Miewamy także przeróżne pragnienia. Człowiek ma taką naturę, że gdy odczuwa brak to pragnie go zaspokoić. Pragniemy najprzeróżniejszych rzeczy. Ja sam mam czasem dziwne pragnienia. Często pragnienia mylę z marzeniami. Żydzi z dzisiejszej Ewangelii mają także dziwne pragnienie – pragną od Jezusa znaku. A On odpowiada jeszcze dziwniej. O co w tym wszystkim chodzi?

Wyjątkowość tej wymiany zdań (J 6, 30-35) jakoś na początku mi umknęła. Przeczytałem – Jezus poucza Żydów o Eucharystii. Dopiero potem zdałem sobie sprawę z kontekstu. Żydzi przychodzą do Jezusa i pragną znaku. Wzywają go do udowodnienia swojej boskości. A ten odpowiadając wskazuje na chleb! Niecodzienna odpowiedź. Ale Żydzi tego nie zauważają, idziemy dalej, rozmowa natychmiast zmienia temat. Lud próbuje deprecjonować wystarczalność samego chleba z zaspokajaniu potrzeb, a kiedy Jezus udowadnia im, że chleb, o którym mówi, potrafi zaspakajać na zawsze, domagają się go bezwzględnie na stałe. I dopiero wtedy Jezus odsłania karty wskazując na siebie, Eucharystię.

photo-1413745000559-46fdd2d81cd7

Pragnienie znaku jest tylko pozornie dziwne. To żądanie, które miałoby zaspokoić potrzebę wiarygodności Boga. Wyzwanie rzucone Jezusowi, aby udowodnił, że naprawdę jest Bogiem. Tak naprawdę jest to bardzo ludzkie. Jakoś w naszej naturze leży potrzeba pewności, więc domagamy się często potwierdzenia tej pewności od samego Boga, uwiarygodnienia, upewnienia się. Sam wielokrotnie wystawiałem Go na próbę, żądając od Niego potwierdzenia swoich słów, swojej mocy, prawdomówności, czasem w trudnych chwilach zwątpienia – wręcz potwierdzenia swojego istnienia. Żądałem dowodu! W moim życiu mam na tyle szczęście, że Bóg nigdy nie zostawił mnie bez odpowiedzi. Zawsze przychodził i przez doświadczenia, różne wydarzenia czy Słowo – zaspokajał moją potrzebę znaku. A jak odpowiada Jezus?

Wskazuje na niepodważalny i trwały dowód własnej boskości – Eucharystię. Nie, przecież to jakiś nonsens. Komunia Święta miałaby być dowodem na to, że Bóg jest prawdziwy? Właśnie tak! Jeśli Bóg rzeczywiście jest, jeśli na chwilę dopuścić taką możliwość, to należałoby przyjąć wykładnię, która On sam o sobie podaje, imię, którym się przedstawia, definicję siebie, którą przekazuje. A On mówi tylko tyle, że jest Miłością. Nic więcej. Jego tożsamością zatem jest – kochać. A jak inaczej kochać, jeśli nie poprzez dawanie, ofiarowując siebie samego, będąc dostępny, czekając na spotkanie, czekając w gotowości na oddanie siebie w całości?

Zatem Eucharystia, Bóg ofiarowujący siebie, jest najlepszym dowodem na swoje istnienie, prawdziwość i prawdomówność. Bo jest otwarty, dostępny, gotowy, namacalny i daje się w całości. Nic więcej. Nic mniej. Pełnia miłości.

2919e13b

A najlepsze w tym wszystkim jest to, że ten znak jest nam dany na wyciągniecie ręki. Można go doświadczać, obcować z nim, obserwować go codziennie, w każdym kościele, przeważnie nawet dwa razy na dzień (zazwyczaj rano i wieczorem). I jeszcze do tego jest tak powszechny, tak dostępny, otwarty na wszystkich, którzy chcieliby przyjść, zobaczyć go, bo mają wątpliwości. I jest w tym wszystkim tak bezbronny, chociaż jest Bogiem.

vW7acWlWSk6m3e6HuxsQ_corn

Zatem jeśli w tobie pojawia się jakieś zwątpienie, jeśli żądasz znaku, dowodu od Boga na Jego prawdomówność czy niezawodność – to Jezus daje ci dziś niezawodny przepis: rzuć wszystko i pędź do kościoła (nieważne do którego – kolejna niesamowitość – w każdym Bóg jest taki sam), by się z Nim spotkać, przyjrzeć Mu się, dotknąć Go i nie być już niedowiarkiem, jak Tomasz, ale nasycić się Jego obecnością.

To takie proste. Jak chleb.

Filozof z wykształcenia i zamiłowania. Czasem poeta. Rzadziej kompozytor. Zakochany w ludziach, teatrze i muzyce. Miasto odkrywa głównie w dźwiękach. Uwielbia słuchać i patrzeć. Czasem przysiada się do ludzi, by z nimi rozmawiać. Marzyciel zamknięty w ciele drwala. Nie mógłby żyć bez mięsa i kawy.

1KOMENTARZ