Home / Miasto  / Naszym zdaniem  / Zabawa w teatr

Zabawa w teatr

Wolę już pracować z moimi autystycznymi dziećmi, niż z tymi wszystkim aktorami, reżyserami i całą resztą.

Słowa te usłyszałam niedawno od mojej koleżanki ze szkoły teatralnej, która poza nauką o teatrze jest zawodowym logopedą. I muszę przyznać, że jej wyznanie niezbyt mnie zdziwiło. Jak to jest z tym środowiskiem teatralnym, że na początku nęci, kusi, zachwyca, ale jak tylko poznamy je nieco bliżej, wolimy pozostać w teatrze tylko na miejscu widza?

Przygotowanie spektaklu bez wątpienia jest pracą zespołową – reżysera, aktorów, dramaturga, scenografa, kompozytora, ekipy od spraw technicznych etc. Wszyscy oni działają jak w symbiozie, tworząc jeden organizm wypuszczają na świat swoje nowe dzieło. Im głębsze między nimi porozumienie, tym współpraca owocniejsza. Niestety, bardzo często jest to model idealny, trudny do osiągnięcia. Częściej trzeba się zmagać z wtrącającym się dyrektorem, wiecznie spóźniającym się aktorem, dramaturgiem z aspiracjami na pierwszego reżysera, czy właśnie reżyserem, który do końca nie wie, co chce stworzyć, poza tym, że chce „robić teatr”. Nie dziwię się, że trudno jest pracować z ludźmi, których poza „miłością” do teatru nie wiele łączy. Brak wspólnej idei, zgodności w tym, co chce się przekazać i chęci poszukiwania wydają się być bezcenne. Oczywiście nie deprecjonuję tu twórczych niepokoi, owocnych (i jakże słynnych w teatrach) kłótniach i awanturach, jednak bardzo często nie wynika z nich nic poza obwarowaniem się coraz większym murem własnej indywidualności. Przekonaniem, że to ja mam rację, tylko mój teatr może zatrząść świat w posadach, a w ogóle to wy – cała reszta – jesteście głupi i się nie znacie.

Trudno mi zliczyć ile to już razy wychodziłam z jakiegoś spektaklu z poczuciem, że nic nie zrozumiałam. To właśnie ja czułam się wtedy głupia, bo naprawdę nic do mnie nie dotarło. A przecież znałam treść sztuki, związane z nim konteksty literackie, kulturowe etc. W dzisiejszym teatrze to jednak za mało. Musisz nadążać nie za autorem, a za wszechmocnym reżyserem, bo to właśnie do niego należy ostatnie słowo. Dla własnej higieny psychicznej przestałam się już przejmować tym, że czegoś w teatrze nie rozumiem. Aż nadto mam przykładów, iż czasem rozumieć zwyczajnie nie warto. Jeśli przez godzinę słucham aktorów wydobywających z siebie dźwięki motoru, lub gdy patrzę na markujących kopulację „powstańców warszawskich”, to co tu jest do rozumienia? Czasem lepiej po prostu wyjść, mając w pamięci jedynie nazwisko reżysera, by widzieć czego na przyszłość unikać.

SONY DSC

Tanie szokowanie, słabe sztuczki reżyserskie i wiele innych trików, które wykorzystuje współczesny teatr nie są tematem dzisiejszego tekstu, jednak to właśnie z nich wynika owa postawa twórców. Zapominając o tym, co chce się pokazać, albo w ogóle tego nie wiedząc, łatwiej zaatakować, obrazić i wyśmiać, stosując znane klisze z otaczającej nasz rzeczywistości. Przecież reżyser zawsze ma rację, nawet jak jej nie ma. Zbyt wiele wysiłku wymaga przygotowanie porządnego egzemplarza reżyserskiego, zbyt wiele książek trzeba przeczytać i zbyt wiele godzin przegadać z aktorami na temat ich postaci. Lepiej przyjść na pierwszą próbę i powiedzieć do aktora: – zagraj mi coś. – Ale co mam zagrać? – Nie wiem, wymyśl coś. Aktor coś wymyśli i dalej jakoś to pójdzie. No, chyba, że nie trzeba będzie nagle przerwać prób, bo właśnie zaczynają się zdjęcia do nowego serialu.

Myślę, że mojej koleżance nie tyle chodziło o trudne charaktery, muchy w nosie i wygórowane mniemanie o sobie niektórych przedstawicieli środowiska, ile o brak wspólnoty, pewnej jedności i poczucia, że robimy coś, nie dla siebie, ale przede wszystkim dla drugiego człowieka. W teatrzyk pobawić możemy się w domu, jednak jeśli idziemy do pracy do zawodowego teatru i bierzemy pieniądze od państwa, miejmy trochę przyzwoitości, a jak nie, to chociaż udawajmy, że robimy coś dla publiczności. Może tym razem uwierzą.

Wielbicielka mocnej herbaty, apologetka zbędnych ludzi, zanurzona w literaturze rosyjskiej, poszukująca sensu w polskim teatrze, zapatrzona w Nieskończoność. Wieczna studentka, ściśle określona doktorantka, niepoprzestająca w poszukiwaniach siebie w świecie.

Brak komentarzy

Sorry, the comment form is closed at this time.