Home / Miasto  / Ludzie  / Wielki Piątek – Największe bluźnierstwo

Wielki Piątek – Największe bluźnierstwo

Co przynosi nam liturgia Wielkiego Piątku? O zakrywaniu twarzy przed Jezusem, wzdraganiu się przed Miłością i największym bluźnierstwie, jakie może uczynić człowiek.


Zacznijmy od samego początku liturgii – od gestu prostracji. Występuje on tylko tutaj i w czasie obrzędu święceń.

Dobrze jest uświadomić sobie to, że Triduum to jest jedna całość, że te liturgie się nie kończą. Jedna tajemnica przechodzi w drugą. Nie chodzi o trzy dni, ale trzy tajemnice, trzy misteria. To tajemnica Chrystusa ukrzyżowanego, pogrzebanego i zmartwychwstałego. Wielki Czwartek to wejście w tajemnicę krzyża, w ofiarę Chrystusa, ukazanie miłości przez obmycie nóg. To wszystko w kontekście paschy żydowskiej. Wielki Piątek jest drugą częścią tej liturgii. W jej centrum stoi już krzyż. Już nie ma Eucharystii, jest Komunia Święta. Przez wiele wieków nie było nawet tego, dopiero odnowione obrzędy przywróciły moment Komunii. Tak naprawdę Wielki Piątek jest czasem, kiedy oprócz wyjątkowych sytuacji, nie sprawuje się sakramentów. W centrum jest krzyż.

Liturgia tego dnia jest niesamowicie ogołocona, ascetyczna, nie ma śpiewu na wejście, nie ma znaku krzyża, wszystko zaczyna się od prostracji, leżenia twarzą do ziemi. Celebrans z diakonem padają przed ołtarzem, który jest obnażony, nie ma obrusa, świeczników, ozdób. Tak się zaczyna ta liturgia, od bardzo poruszającej modlitwy, która jest przywołaniem ofiary Chrystusa złożonej za zbawienie świata. Liturgia zresztą prowadzi nas taką drogą bardzo poruszających treści. Jest czytana Męka Pańska, kontekstem jest Pieśń o Słudze Pańskim Izajasza.

Czy proroctwo wspomnianej Pieśni nie jest ciągle aktualne? Czy wiele osób nie odwraca głowy od Jezusa? Wiemy, że w Jezusie to proroctwo się wypełniło

Dlaczego się zasłania twarz przed Jezusem? Żeby na Niego nie patrzeć. To, co prezentuje Jezus na krzyżu, to jest coś, przed czym człowiek się wzdraga. Patrząc na skazańca, który jest pobity, zmasakrowany, straszliwie nieestetyczny w konwencji tej estetyki jaką sobie wytworzyliśmy, to jest coś na coś nie chcemy patrzeć. Nie chcemy patrzeć na cierpienie, ból. Ale jest też głębsza myśl w zakrywaniu twarzy. Jest wzdraganie przed taką miłością, która oddaje życie, która się nie broni, daje się ukrzyżować. Co więcej, na krzyżu mamy wypełnienie tego, co Jezus mówił w kazaniu na górze o miłości do wrogów i nieprzyjaciół, o miłości która nadstawia drugi policzek. To się wypełniło. Jezus w kazaniu na górze nakreślił autoportret, którego krzyż jest urzeczywistnieniem. To nie była teoria, jakieś zachęty dla pięknoduchów, tylko program życia. On się zrealizował na krzyżu, my się przed tym wzdragamy, nie chcemy patrzeć na miłość, która woła: „Ojcze przebacz im” w sytuacji, kiedy jest przybijana do krzyża.

Z jednej strony się wzdragamy przed tą miłością, ale z drugiej strony Kościół na ostatnie 2 tygodnie Wielkiego Postu ten krzyż zakrywa po to właśnie, żeby za tym widokiem krzyża zatęsknić.

Tak, żeby zatęsknić i odzwyczaić się od tego, co spowszedniało. W Kościele w Polsce jest ta praktyka zakrywania krzyża od V Niedzieli Wielkiego Postu. Nie jest ona nakazana liturgicznie. Liturgicznie krzyże wynosi się z Kościoła lub zakrywa po Mszy Wieczerzy Pańskiej. To jest coś, co stawia pytanie: dlaczego mam na nowo odkrywać sens krzyża? Dlaczego nie mogę się do niego przyzwyczaić? Dlaczego nie mogę dopuścić do tego, żeby krzyż stał się pewną rutyną? Dlaczego ten znak jest tak cenny, że klękamy przed nim w Wielki Piątek i Wielką Sobotę, aż do liturgii zmartwychwstania?

Jest jeszcze jeden wątek istotny w kontekście zakrywania twarzy i ucieczki przed krzyżem. To się wiąże z lękiem przed tym, żeby nie uświadomić sobie, a może być to bolesne, w jakiej my jesteśmy sytuacji stając przy Jezusie pod krzyżem. Cała nasza pasyjna pobożność, nabożeństwa pasyjne, droga krzyżowa, gorzkie żale, przez nie chcemy siebie usytuować w kontekście krzyża w sytuacji ludzi, którzy chcą Jezusowi pomóc. Którzy chcą być jak Weronika, która zresztą jest produktem naszej wyobraźni, nie ma o niej wzmianki w żadnej Ewangelii. Człowiek domaga się tego, żeby był ktoś, kto okazuje Jezusowi serce. Tak jak kobiety płaczące nad Nim, jak Szymon, który choć przymuszony, to pomaga nieść krzyż. Rzadko sytuujemy się w roli tych, którzy krzyczą „Ukrzyżuj!”, w roli tych, którzy przybijają Jezusa, czyli w roli oprawców. A tak naprawdę jesteśmy właśnie w takiej sytuacji. Jezus umiera nie za jakieś symboliczne, wyimaginowane grzechy szeroko rozumianej ludzkości, tylko umiera za moje grzechy. To jest fundamentalna prawda przepowiadania Ewangelii.

Mówimy o Wielkim Piątku i tajemnicy krzyża, ale gdy przypomnimy sobie co jest podstawą treścią przepowiadania Kościoła, które zaczęło się w dzień zesłania Ducha Świętego, kiedy Piotr wyszedł głosić zmartwychwstałego, to prawdą, którą „walnął między oczy” wszystkich przybyłych do Jerozolimy na Święto Tygodni, było to, że Bóg posłał wam swojego Syna, a wyście Go rękami bezbożnych przybyli do krzyża i zabili. To jest podstawowa prawda kerygmatu, jego ciemna strona. Na to się ludzie mogą obruszyć. W różnych sytuacjach, kiedy przytaczałem te słowa przychodzili ludzie dotknięci tym. „Ksiądz powiedział, że zabiliśmy Jezusa. Przecież Jezusa zabili źli ludzie, Żydzi.” My jesteśmy tymi, którzy raczej przychodzą, żeby się nad Nim litować, płakać, jesteśmy dobrzy. Prawda o tym, że jestem winien śmierci Jezusa, że zabijam Go nieustannie grzesząc, to prawda, która się w naszych sercach nie zakorzeniła, choć przez Kościół jest ciągle głoszona. Kiedy Kościół rewidował swój stosunek do Żydów po wieluset latach, to w jednym z wątków stwierdzono, że należy zerwać z zarzutem bogobójstwa. Kontekstem w jakim się to mówi, jest wypowiedź soboru trydenckiego, a więc oficjalna XVI-wieczna wypowiedź Kościoła, który mówi, że chrześcijanie są stokroć bardziej winni śmierci Chrystusa, niż Ci, którzy Go zabili fizycznie. Tamci nie wiedzieli co czynią, a my grzesząc, zabijamy Chrystusa dobrze wiedząc co robimy. To trudna prawda do przyjęcia, ale nie da się sensownie przeżyć Wielkiego Piątku i tej liturgii Męki Pańskiej bez uświadomienia sobie tej prawdy.

I dlatego Kościół przypomina Mękę dwa razy w ciągu tych kilku dni? Dlatego była czytana w Niedzielę Palmową, będzie czytania w Wielki Piątek? Czy to jest prowadzenie wiernych do tego, co też nie jest dzisiaj popularnym myśleniem, a co jest myślą św. Pawła, który mówił, że nie może się chlubić niczym innym jak tylko krzyżem Jezusa.

Może właśnie dlatego Męka pojawia się dwa razy. Widać, że bardzo zależy nam na tym, żeby nie tyle przyjrzeć się szczegółom śmierci Jezusa, ale zapytać się, co to znaczy dla mnie? Co to znaczy, że Jezus umarł za moje grzechy? Mam odkryć w tym swoje osobiste zbawienie. Jeżeli w Wielki Piątek nie zrozumiem tajemnicy krzyża w kontekście swojego życia, to tak naprawdę na nic mi Wielkanoc, na nic mi zmartwychwstanie. Nawet łatwiej jest nam przyjąć postawę adoracji Chrystusa umęczonego niż zrozumieć jaki sens dla nas, tu, dziś i teraz ma Jego zmartwychwstanie. W Wielkim Poście, który trwa 40 dni, mamy wiele nabożeństw pasyjnych, później przychodzi Wielkanoc i.. koniec. Nie mamy tradycji nabożeństw paschalnych. A Wielkanoc trwa dłużej niż Wielki Post. U nas w kościołach często cała para idzie w gwizdek. Głównym punktem świąt jest procesja. Jeśli jeszcze Wielki Czwartek i Piątek gromadzi wiele osób, tak Wigilia Paschalna gromadzi mniej ludzi. Dlaczego? Bo zbieramy siły, żeby o świcie wyruszyć z procesją wielkanocną, jakby to był najważniejszy obrzęd. Jest on piękny i jeśli to możliwe to należy go „dokleić” do wigilii paschalnej i wbrew pozorom da się to zrobić, jeśli jest odpowiednia katecheza.

Dużo łatwiej jest przyjść do kościoła i poużalać się nad Panem Jezusem jak to Go ci „źli Żydzi” nie skrzywdzili, potem wrócić do domu i obejrzeć tradycyjnie już „Pasję” Gibsona. W ten sposób nieco się protestantyzujemy, Wielki Piątek staje się ważniejszy od Wielkanocy.

Z jednej strony to dobrze, że mamy czas, żeby rozważać tę tajemnicę. Z drugiej strony dobrze jest, jeśli nic nie przysłoni liturgii. Jest tradycja dróg krzyżowych w Wielki Piątek, ale żadne nabożeństwa, nawet centralne, nie mogą przesłonić liturgii Męki Pańskiej. Ona jest najważniejszym wydarzeniem tego dnia i wszystko inne musi być jej podporządkowane. Nawet jeśli ktoś ma ochotę obejrzeć „Pasję” Gibsona, to warto sobie uświadamiać, że w realiach Ewangelii nie było tak, jak widzimy to na filmie. Warto mieć świadomość, że film został nakręcony nie tylko na podstawie przesłanek ewangelicznych, ale także na podstawie wizji bł. Anny Katarzyny Emmerich, a te wizje w wielu momentach z Ewangelią się nie zgadzają. Z jednej strony film „Pasja” rości sobie prawo do tego, żeby mówić: „Tak było”. Pokazuje biczowanie Jezusa, które mogło wyglądać podobnie, straszliwie. Ale potem mamy znaki, gesty, które nie zgadzają się z rzeczywistością. Wiemy, że krzyż i Jezus niosący krzyż wyglądał inaczej. To jest raczej wzorowane na tradycyjnych obrazkach, oleodrukach. Mamy tutaj pomieszanie pewnych porządków. Próbę ukazania realizmu w skali 1:1, a z drugiej strony pewne symbole, które od realizmu odbiegają i w Ewangelii nie ma o nich mowy. Co ciekawe, słuchając Męki Pańskiej widzimy jedną rzecz – nie ma epatowania cierpieniem Jezusa. Jest lakoniczne stwierdzenie: ukrzyżowali, podzielili szaty. Koniec. Akcent nie jest postawiony na intensywność cierpień Jezusa. To nie jest tak, że gdyby cierpiał bardziej, to cena odkupienia byłaby większa. Jesteśmy zbytnio do tego przywiązani i niestety „Pasja” w tym duchu to pokazuje.

Via Dolorosa - Droga Krzyżowa w Jerozolimie

Via Dolorosa – Droga Krzyżowa w Jerozolimie

Wiele osób podobnie jak nie wyobraża sobie Bożego Narodzenia bez „Kevina”, tak teraz Wielkiego Piątku bez „Pasji”. Czy to nie pokazuje jakiejś potrzeby ludzi? Ogląda go wiele osób, które nie mają nic wspólnego z Kościołem..

Pytanie po co? Ja widziałem ten film raz. Miałbym ochotę powrócić do niektórych, pięknych scen filmu, jak choćby ostatnia wieczerza, ale nie jestem w stanie obejrzeć tego filmu po raz drugi. Rozumiem, że są osoby, które tego filmu potrzebują. Nie wiem dlaczego, nie rozumiem tego. To bardzo poruszający film, momentami straszny, momentami nieprawdziwy i momentami piękny. Ale nie potrafię zrozumieć jak można do tego filmu powracać. Jak można go dołączać do tygodników katolickich jako film, który trzeba w Wielki Piątek obejrzeć. Nie wiem dlaczego tak jest, że ludzie chcą patrzeć na taki film. To zabrzmi dość kontrowersyjnie, ale myślę, że publiczne egzekucje zawsze cieszyły się dużym powodzeniem. To zawsze była sytuacja, od której człowiek uciekał, gdy pomyślał, że miałoby go to spotkać, a z drugiej strony przyciąga go to, kiedy dotyczy kogoś innego. Kontekst męki Jezusa to kontekst, na który warto patrzeć szerzej.

Oglądając dzisiaj Pasję, nie stajemy się jak tłum, który obserwował śmierć Jezusa? Czy dzisiaj do nas Jezus nie powiedziałby słów, które mówił do płaczących niewiast? Idźcie płakać nad swoimi dziećmi.

Bo jeśli z zielonym drzewem to czynią, co zrobią z suchym. Może trzeba się uznać za to suche drzewo, które wymaga wskrzeszenia. Taki jest sens Wielkiego Piątku. Pokazanie straszliwego dramatu śmierci, która jest konsekwencją ludzkich grzechów. Zarazem to dramat, który jest początkiem czegoś nowego. To ziarno pszenicy, które wpada w ziemię, żeby obumrzeć i wydać plon. To zmartwychwstanie Chrystusa jest znakiem zwycięstwa miłości nad śmiercią i grzechem.

Jerozolima dzisiaj

Jerozolima dzisiaj

Z drugiej strony potrzeby oglądania Męki Jezusa, przypomina mi się sprawa spektaklu „Golgota Picnic”. To druga skrajność, obśmiania wręcz wydarzeń Męki.

Nie będę próbował tego spektaklu bronić, bo wydaje mi się on nie tyle bluźnierczy, co szmirowaty. Trudno o lepszą reklamę, którą można zrobić takiej szmirze roszczącej sobie prawo do bycia bluźnierstwem, niż ją nagłośnić. Oczywiście, możemy protestować przeciwko temu, ale u początku każdego protestu musi być pytanie o konsekwencje. Jeżeli konsekwencją takiego protestu będzie to, że na ten temat będzie się mówić wiele więcej, niż gdyby protestu nie było, to lepiej się powstrzymać. Tu nie chodzi o PR, ale o to, żeby przewidywać konsekwencje swoich decyzji. A nie warto jest strzelać z armaty do wróbli. Niektórzy na takie protesty liczą, bo bez ich pomocy nie osiągnęliby sukcesu. Jesteśmy świadkami przynajmniej kilku takich ekscesów, które zostały rozdmuchane do niewyobrażalnych, monstrualnych rozmiarów, a które w ogóle nie były tego warte.

W Ewangelii pojawiają się dwa momenty protestu Piotra. Pierwszy chwilę po wyznaniu boskości Jezusa, kiedy Piotr słysząc o męce krzyczy: Nie przyjdzie to na Ciebie! A chwilę później Piotr stanowczo protestuje: Nie znam tego człowieka!

Są takie sceny Ewangelii, kiedy najbliżsi przychodzą do Jezusa, żeby Go powstrzymać, bo uważają, że zwariował, odszedł od zmysłów. To co mówi, co robi jest absurdalne i trzeba go powstrzymać, bo zachowuje się jak wariat. To jest zdanie krewnych Jezusa, Jego rodziny! Są też apostołowie, którzy protestują, chcą siłą ukarać samarytan, którzy nie przyjęli Jezusa w gościnę. Chcą, żeby spalić to miasto, żeby spadł na nie deszcz ognia i siarki. Jezus ma zupełnie inną koncepcję. Jeżeli człowiek protestuje, to widać na przykładzie Piotra, to protestuje przeciwko temu, że Jezus będzie sprofanowany, zabity. Człowiek protestuje przeciw największemu bluźnierstwu, którym był krzyż Jezusa. To było największe bluźnierstwo – przybić Jezusa, Syna Bożego do krzyża. Piotr przeciwko temu protestuje i ciekawa jest odpowiedź Jezusa. W tekście greckim Jezus mówi do Piotra: Odejdź za mnie, stań za mną przeciwniku. Satana oznacza przeciwnika, nie demona. Przeciwnik, czyli ten, który ma koncepcję inną niż koncepcja Jezusa. To stwierdzenie: Idź za mnie, to wezwanie, aby na tę rzeczywistość, wobec której się buntujemy, popatrzeć oczami Jezusa, z Jego perspektywy, żeby pójść za Nim.

Taka ma być nasza perspektywa patrzenia w Wielki Piątek?

Byłoby dobrze popatrzeć na swoje życie przez pryzmat krzyża Jezusa. Widząc przede wszystkim to, co jest punktem wyjścia – swoją grzeszność. Przeżycie tej prawdy, przybicia Jezusa naszymi grzechami do krzyża, jest niesamowite także po to, żebyśmy mogli się pojednać. Św. Paweł pisze, że Chrystus zniszczył w swoim ciele mur wrogości, który dzielił ludzi. To jest niesłychanie istotne. Przeżywanie tajemnic paschy Jezusa ma być dla nas zaczynem jedności, pojednania, przebaczenia. Nie da się przyjąć w swoim życiu Jezusa jako Pana i Zbawiciela nie godząc się na to, co stało się w Jego ciele, czyli zniszczenie wszelkiej wrogości. Kiedy patrzymy na Jezusa na krzyżu, to Jego ukrzyżowane ciało jest jedyną na świecie przestrzenią, absolutnie nową, w której nie ma żadnej wrogości, żadnych podziałów. On czyni ludzi jedno w sobie. I to jest coś bardzo realnego. To nie jest symbol, metafora. Przeżywając paschę Jezusa mamy zadać sobie pytanie: czy pozwalamy wprowadzać się w jedność z braćmi, w jedność miłości, która jest także miłością do wrogów? Inaczej, jeśli mamy inną koncepcję, to jest to znacznie gorsze bluźnierstwo niż wszystkie Golgoty Picnici razem wzięte. Bluźnierstwem jest to, że ja jako chrześcijanin odrzucam tajemnicę, którą objawił mi krzyż Chrystusa.


ks. Grzegorz Michalczykks. Grzegorz Michalczyk

Był wikariuszem kilku parafii archidiecezji warszawskiej, wieloletnim (1998-2010) duszpasterzem akademickim w parafii św. Jakuba Apostoła na Ochocie. W latach 2010-2012 pełnił posługę proboszcza parafii w podwarszawskich Laskach. W czerwcu 2012 r. został przez Episkopat Polski mianowany krajowym duszpasterzem środowisk twórczych i rektorem kościoła pw. św. Alberta i Andrzeja w Warszawie.

Teolog szukający piękna w świecie. Ciekawy świata, lubi chodzić z podniesioną głową po ulicach Warszawy. Czyta książki w autobusach, w autobusach też lubi spać. Często łączy jedno z drugim (czyli zasypia podczas czytania w komunikacji). Od kilku lat idzie przez życie za rękę z bł. Karolem de Foucauld (i Narzeczoną oczywiście!).

Brak komentarzy

Sorry, the comment form is closed at this time.