Home / Miasto  / Ludzie  / Wielka Sobota – Otchłań

Wielka Sobota – Otchłań

Wielkie miasto, zabieganie, zgiełk, hałas, nawet stadion Legii po sąsiedzku nie są w stanie zabrać ciszy, jeśli znajduje się ona w sercu człowieka. 


Żyje Siostra w samym centrum miasta. Po jednej stronie stadion Legii, po drugiej spalony most Łazienkowski i w tym wszystkim jest kościół, w którym trwa adoracja Najświętszego Sakramentu i przenikająca cisza. Jak to działa?

Myślę, że to jest bardzo proste. Po prostu trzeba zamilknąć.

Dzisiaj to wcale nie jest takie oczywiste.

Dzisiaj może rzeczywiście nie jest to łatwe, kiedy się pracuje, a czasem dosłownie biega w wielkim mieście. Internet, telewizja, radio, tysiące sposobów na to, żeby ciągle czegoś słuchać. Ale to jest kwestia wyboru i ta walka dokonuje się gdzieś w środku. Ta walka jest dla mnie tak samo aktualna jak dla każdego innego człowieka, ja też się zmagam o ciszę. Żyjąc w mieście jestem poddana tym samym prawom – pracy, zabieganiu, tysiącom spraw. Wszystko zaczyna się jednak od pragnienia i decyzji. Pragnienia ciszy i decyzji o zamilknięciu. Trzeba przejść do konkretów. Nie wystarczy tylko wiedzieć, że cisza jest życiodajną wartością.

Skąd to połączenie? Siostra na co dzień uczy w liceum religii. Druga część dnia to czas spędzony w klasztorze. Poniedziałek to pustynia. Skąd w ogóle się wziął pomysł na ten rytm życia?

Zakładając nasze wspólnoty brat Pierre-Marie chciał być mnichem w wielkim mieście. Życie monastyczne kojarzy się spontanicznie z wioską, klauzurą, warunkami sprzyjającymi milczeniu. Miasto jest tego zupełnym przeciwieństwem. Nasz założyciel pragnął mniszy styl życia włożyć w formę życia w mieście. To także wymagało podjęcia pewnych decyzji: pracujemy na pół etatu, poniedziałek jest dniem, gdzie pozostajemy w samotności – cały sierpień jest takim miesiącem pustyni. Nasze życie jest jak chodzący zegarek, gdzie tysiące małych mechanizmów wprawiają go w ruch i też zależy od tych wszystkich małych elementów, które się na nie składają. Myślę, że br. Pierre-Marie znalazł złoty środek, gdzie w ciągu dnia są momenty ciszy, w ciągu tygodnia jeden dzień pustyni, w ciągu roku jeden miesiąc. Bez tego nie bylibyśmy w stanie żyć tym, czym chcemy, czyli głębokim życiem modlitwy i dążeniem do zjednoczenia z Bogiem.

Siostrze jest łatwo, bo żyje Siostra w klasztorze. Ja za chwilę pobiegnę do dalszych obowiązków, do szkoły, do pracy, potem obowiązki domowe. Jak w tym szukać ciszy, kiedy ja na pewno nie wygospodaruję miesiąca w roku na ciszę?

Ale możesz szukać ciszy w ciągu dnia. Kwadrans to jest 1% dnia, można ten procent oddać Bogu. To, o czym mówisz, nie jest mi obce, ponieważ nie urodziłam się w klasztorze. Wiem doskonale na czym polega życie w świecie, zresztą nadal żyję w świecie. Nie mam wypreparowanego środowiska, tak się tylko wydaje z zewnątrz. Podlegam tym samym prawom i ja też mogę wpaść w aktywizm. Wydaje się, że życie w klasztorze jest poukładane, spokojne. Tymczasem ten nasz spokój jest przede wszystkim wywalczany. Dlatego myślę, że w ciągu dnia warto znaleźć kwadrans na to, żeby pobyć samemu, w ciszy, milczeniu, odciąć się od telefonu. To zaowocuje. Modlitwa to pewien styl życia.

Cisza to jest pokój serca, to serce, które pragnie Boga.

Cisza to jest pokój serca, to serce, które pragnie Boga.

15 minut dziennie to jest bardzo dużo. Dla niektórych może być wyczynem wręcz heroicznym, żeby przetrwać 15 minut z samym sobą. Wielka Sobota jest w Kościele z założenia dniem, który jest całkowitą ciszą, kiedy nie ma liturgii, kiedy nie ma nic. Jezus leży w grobie. Ale dookoła jest harmider. Święconki, turystyka grobowa. Jak to zrobić, żeby tej ciszy nie stracić. To jest taki dzień, który się w Triduum łatwo gubi.

Niestety. Dla mnie to jeden z najpiękniejszych dni w roku, najmocniejszy. Owszem, nie ma wtedy liturgii, ale w naszym kościele jest oficjum Zstąpienia Jezusa do Otchłani. Jak na co dzień wszystko śpiewamy na głosy, tak tego dnia, wszystko jest recto tono. To jest uderzająca różnica. Jak zrobić, żeby Wielkiej Soboty nie przebiegać? Myślę, że nie można powiedzieć nikomu, żeby się nie przygotowywał do świąt. Kobietom nie możemy powiedzieć: “odłóż naczynia i idź się modlić”. Przeciwnie, w tym wszystkim co się robi trzeba się postarać o szukanie wewnętrznej ciszy. Do tej pory w naszej rozmowie skupiliśmy się na jej zewnętrznej formie, a tak naprawdę ona pochodzi z wnętrza. Robiąc mnóstwo rzeczy, które na ciebie jeszcze dzisiaj czekają, możesz odnaleźć ciszę w sobie. Cisza to jest pokój serca, to serce, które pragnie Boga. Pragnienie milczenia jest już w jakiś sposób ciszą i modlitwą. W tych obowiązkach, które są nam dane, musimy szukać ciszy wewnątrz siebie. Św. Elżbieta od Trójcy mówiła, że gdziekolwiek jest ma swoją celę zawsze ze sobą. Celę, czyli miejsce intymnego spotkania z Bogiem.

Jak Siostra we wspólnotach, albo sama, przygotowuje się do ciszy? Jak Siostra przygotowuje się do tych najważniejszych dni?

Zaczyna się już od samego Wielkiego Poniedziałku, kiedy jeszcze bardziej staram się wyjść na pustynię. Czytam także wszystkie teksty biblijne, które pojawią się w czasie liturgii Triduum Paschalnego oraz komentarze br. Pierre-Marie Delfieux. Oczywiście także pomocą jest sakrament pokuty i pojednania. A w czasie Triduum sama liturgia jest już tak piękna i bogata, że człowiek po prostu w nią wchodzi. Ta sobotnia cisza jest konsekwencją tego, co się zdarzyło w piątek wieczorem.

Cały czas mam w głowie zstąpienie Jezusa do Otchłani, ponieważ wydaje mi się ono bardzo przemilczane, pominięte. Co prawda jest to wspomniane w Godzinie Czytań tego dnia, ale gdyby zapytać przeciętnego Kowalskiego katolika, co się dzieje w Wielka Sobotę..

..to odpowiedziałby, że święci się pokarmy.

No właśnie. Co dla nas znaczy zejście Jezusa do Otchłani?

Tam się dokonuje szczyt tajemnicy odkupienia człowieka. Dlatego milczymy, dlatego starożytna homilia z Godziny Czytań zaczyna się słowami: “Wielka cisza spowiła ziemię (…) Bóg zasnął w ludzkim ciele”. Myślę, że to czytanie wiele wyjaśnia. Jezus zstępuje do Otchłani, żeby szukać zgubionej owcy- każdego z nas. Tam się dokonuje to, co najważniejsze. Sam Bóg idzie szukać człowieka takiego jakim jest, czyli grzesznika. To jest bardzo radosne.

Choć przeżywane najczęściej jako dzień żałobny.

Tak i tak też powinno zostać. Nasz Pasterz odszedł, ale to odejście rodzi nadzieję na Jego powrót. Ten lament niesie nadzieję. Wiemy, co się stanie zaraz.

Naszym wyznacznikiem nadziei są jajka, które symbolizują nowe życie. Dlaczego ta symbolika tak rzadko przenosi się dalej, dlaczego nie wchodzimy głębiej? Symbolika święconki, grobu, figura zmarłego Jezusa. Dlaczego to wszystko jest pomijane i nie funkcjonuje w świadomości jako wskazanie na moment nadziei?

Może stawiamy za bardzo akcent na święcenie pokarmów? Przyznam, że znam chłopaka, który chodzi do kościoła tylko raz do roku – właśnie ze święconką. To jest z jednej strony smutne, ale z drugiej strony to jest piękna tradycja niosąca piękną symbolikę, ale myślę, że trzeba po prostu dobrze rozłożyć akcent. Może to jest właśnie współczesna studnia, przy której Jezus spotyka człowieka, jak kiedyś Samarytankę? Nie można wylać dziecka z kąpielą.  Jeżeli osoba, która przychodzi ze święconką, zatrzyma się jeszcze choć na kilka minut na modlitwie przy grobie, to cudownie.

Wielka Sobota to oczekiwanie z nadzieją na przyszłe życie. Zastanawiam się patrząc na samego siebie, na ile jestem gotowy na powtórne przyjście Jezusa? Na ile jesteśmy gotowi jako Kościół? Tradycja chrześcijańska mówi, że to jest właśnie noc, podczas której ma przyjść ponownie Jezus. 

Myślę, że jesteśmy na tyle gotowi, na ile jesteśmy gotowi na co dzień.

To nic nie mówi. Na co dzień gotowi nie jesteśmy, w kalendarzu tego nie wpisujemy.

Może to rzeczywiście nie jest sprawą, nad którą rozmyślamy i ciągle nosimy w głowie. Ale są takie wydarzenia w życiu, kiedy już pragniemy, kiedy oczekujemy. Szkoda, że nie jesteśmy tym oczekiwaniem przesiąknięci, bo Kościół powinien żyć tym pragnieniem, tym wołaniem: “Przyjdź Panie Jezu”. To wołanie powinno płynąć w naszej krwi. Może za bardzo się zadomowiliśmy, za dobrze nam tu na ziemi, ale Wigilia Paschalna to dobry moment, żeby sobie to uzmysłowić i przypomnieć, że nasza Ojczyzna jest w Niebie.

Triduum Paschalne to jest oczekiwanie na coś wielkiego, dokonuje się coś wielkiego i chyba trochę wstyd, że jesteśmy takimi zadomowionymi “ludzikami”?

Podoba mi się to zawołanie, które słyszymy w adwencie – marana tha, czyli “Przyjdź Panie Jezu”. Ale można je też tłumaczyć w inny sposób – maran atha czyli “Nasz Pan przychodzi”. Jezus nadchodzi codziennie, przychodzi na różne sposoby, przez sakramenty, przez drugiego człowieka. Więc to przyjście to nie jest tylko coś, na co ja czekam, ale też coś co się nieustannie dokonuje. Teraz pytanie, które muszę sobie postawić, to na ile potrafię zamilknąć, żeby zobaczyć, że On przecież już jest, już przychodzi.


SONY DSC

s. Maria Magdalena Bieda

Pochodzi z Limanowej w Beskidzie Wyspowym. Studiowała teologię w Krakowie. Do Monastycznych Wspólnot Jerozolimskich wstąpiła w Paryżu siedem lat temu. Od otwarcia fundacji, czyli od pięciu lat mieszka w Warszawie na Łazienkowskiej 14. Pracuje w Kolegium św. Stanisława Kostki, gdzie uczy religii. Ma mnóstwo marzeń i nadzieję, że wszystkie się spełnią.

Teolog szukający piękna w świecie. Ciekawy świata, lubi chodzić z podniesioną głową po ulicach Warszawy. Czyta książki w autobusach, w autobusach też lubi spać. Często łączy jedno z drugim (czyli zasypia podczas czytania w komunikacji). Od kilku lat idzie przez życie za rękę z bł. Karolem de Foucauld (i Narzeczoną oczywiście!).

Brak komentarzy

Sorry, the comment form is closed at this time.