Home / Duchowość  / Refleksje  / WAKACJE! Czy Bóg lubi zabawę?

WAKACJE! Czy Bóg lubi zabawę?

Zaczęły się wakacje. Już jakiś czas temu się zaczęły, ale teraz to już nie da się tego nie zauważyć. Żar leje się z nieba, ciężko wyjść gdziekolwiek, żeby nie trzeba było odklejać ubrań od ciała. Wakacje to czas odpoczynku i zabawy. Pracy też, ale jest ona trochę inna, mniej wydajna i jakaś taka letnia. Czasem można odnieść wrażenie, że Bóg nie chce, żebyśmy się bawili, że powinniśmy siedzieć w domu i się smucić. Myślę, że to nie do końca prawda. Słowo dzisiejsze (Rdz 32, 23-33; Mt 9, 32-37) też absolutnie wakacyjne. Jak wybrzeże przed sztormem – burzliwe i ciepłe. Jak to zatem jest: Czy Bóg lubi zabawę?

Wakacje to czas szalony – czas słońca, świeżego powietrza, lasu i wody, czas wspólnych wyjazdów i samotnych wędrówek, czas beztroskich imprez, zabawy, marnowanego bez wyrzutów sumienia czasu, zbyt obficie wlewanego w siebie alkoholu, nagłych zakochań, burzliwych, intensywnych i krótkich związków, wreszcie czas beztroski. Dzieje się dużo, chwilami nawet za dużo, tak, że aż trudno ogarnąć. W tym całym zamieszaniu, czasem ciężko ocenić, co jest z Boga, co jest boże, a co złe, nie służy, jest zgubne. Ewangelia podrzuca pewną sugestię.

Jezus wchodzi dziś w zamieszanie, które (jak możemy sobie wyobrazić) powstaje wokół opętanego. Przyprowadzają mu takiego człowieka, on się rzuca, wierzga, manifestuje. Jezus po prostu go uzdrawia. Bez żadnych fajerwerków, zaklinania rzeczywistości, deklaracji. Na spokojnie, po prostu – czyni dobro. Zaraz zaczynają się komentarze, które faryzeusze wykorzystują po swojemu. I tu jest ta cała sugestia. Temu, co jest dobre, nigdy nie towarzyszy zamieszanie, nieład. To, co dobre, przychodzi w pokoju. Nie znaczy to, że musi być ciche i łagodne. Nie! Świętowanie może być głośne, huczne, jedyny warunek – to to wewnętrzne poczucie pokoju w sercu.

Czy więc Bóg lubi zabawę? TAK! Myślę, że lubi ja nawet bardziej niż my. Dowód na to prosty – w niebie wszyscy nieustannie imprezują. Ale impreza z Bogiem – to impreza z pokojem w sercu. Jeśli dzięki takiej imprezie naprawdę możesz być dzięki szczęśliwszy, jeśli możesz po niej otworzyć szeroko usta i krzyczeć, jaki to Bóg jest wspaniały, że stworzył taaaaki cudowny świat, to doświadczasz dobrej zabawy. A jeśli kończysz rano klnąc na czym świat stoi i zarzekając się, że nigdy więcej – to coś jest nie tak.

Czy więc z Bogiem można się dobrze bawić? Oczywiście! I chyba nie chodzi o to czy będzie głośno, hucznie i ile wypijesz. Zamieszanie i pokój, ład i nieład. To jest prawdziwa różnica.

photo-1428992992979-aaeb02b6960c

Ta różnica jest dobrze widoczna dalej. Jezus spotyka tłum ludzi znękanych i porzuconych. Czy ten obraz porzuconych i wymiętolonych ludzi nie jest dziwnie podobny do tego, który mamy w pamięci, a który opisuje naszych rówieśników pod koniec wakacji? Czy kiedy już zaliczą te wszystkie imprezy, wybawią się hucznie, wykochają, wychodzą ze sobą, pokłócą się, nawet pobiją, pozrywają ze sobą, potem znów popiją – czy nie wyglądają właśnie tak, jak te znękane i porzucone tłumy? Właśnie wobec takiego obrazu Jezus mówi do uczniów:

(…) żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało. Proście więc Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na swoje żniwo.

Ze względu na tych naszych rówieśników, na te smutne finały wakacyjne, na te złamane serca i wstydliwe wspomnienia, słowa Jezusa traktować trzeba jako osobiste zaproszenie, jako wezwanie do pójścia z Dobrą Nowiną właśnie do nich wszystkich. Jeśli zatem czujesz się choć trochę uczniem Jezusa, to idź do nich. Tylko nie idź z nauczką, jak mędrzec, ale jak Jezus – lecz ich słabości, przytulaj w najtrudniejszych momentach, wyciągaj do nich rękę, towarzysz im, bądź przy nich. Wykorzystuj każdą sytuację na choć trochę miłości. Nic więcej nie trzeba.

11227586_510857052415481_2839440676623201463_o

A na zakończenie – w osobie Jakuba i jego historii – Bóg wysyła ci szczególne zaproszenie. Zaprasza, żeby Go szukać, żeby się z Nim zmagać. Nie jakoś tam świątobliwie, ograniczać się, smucić, umartwiać, ale żeby chwytać go tam, gdzie inni się Go nie spodziewają, gdzie ty się Go nie spodziewasz. Chwytać go i krzyczeć „Pobłogosław mi!”, „Nie odejdziesz, nie puszczę cię, zanim mi nie pobłogosławisz!”. I nawet jakby to musiałoby się skończyć wywichniętym biodrem, z którym przecież nie można tańczyć, biegać, skakać, a nawet ciężko iść na pielgrzymkę, to takie błogosławieństwo jest warte niejednej dyskoteki i niejednej pielgrzymki. Bóg zachęca cię, byś krzyczał w najmniej do tego odpowiednich momentach, w momentach, gdy wydaje ci się że nic nie ma sensu, że upadłeś już tak nisko, że niżej się nie da. Proś wtedy, krzycz, zmagaj się z Nim, to przyjdzie do ciebie i wszystko ci odmieni. Jak z Jakuba zrobił Izraela. Choć musiał go najpierw trochę poturbować.

photo-1415509038608-afca35072cff

Filozof z wykształcenia i zamiłowania. Czasem poeta. Rzadziej kompozytor. Zakochany w ludziach, teatrze i muzyce. Miasto odkrywa głównie w dźwiękach. Uwielbia słuchać i patrzeć. Czasem przysiada się do ludzi, by z nimi rozmawiać. Marzyciel zamknięty w ciele drwala. Nie mógłby żyć bez mięsa i kawy.

Brak komentarzy

Sorry, the comment form is closed at this time.