Home / Duchowość  / Refleksje  / Trudna miłość

Trudna miłość

Dziś będzie o największej trudności chrześcijaństwa. Nie chodzi wcale o wiarę w Boga, o tajemnicę Trójcy czy posłuszeństwo papieżowi. Chodzi o miłość nieprzyjaciół. Zdecydowanie najtrudniejsze z poleceń Jezusa. Jak to zrobić, skoro to tak szalenie trudne?

Jezus w dzisiejszej Ewangelii daje uczniom jasny komunikat:

(…) Słyszeliście, że powiedziano: Będziesz miłował swego bliźniego, a nieprzyjaciela swego będziesz nienawidził. A Ja wam powiadam: Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują; tak będziecie synami Ojca waszego, który jest w niebie (…) (Mt 5, 43-45)

Tekst oryginalny jest w tym miejscu dużo bardziej skrupulatny i konkretny. Wymienia różne formy miłości nieprzyjaciół wobec różnorodności form samej nienawiści. W wolnym tłumaczeniu z Septuaginty fragment ten brzmiałby tak:

Ja wam natomiast mówię: Kochajcie nieprzyjaciół waszych, błogosławcie/wychwalajcie przeklinających was, dobrze czyńcie nienawidzących was i módlcie się za tych, którzy was obrażają/traktują niesprawiedliwie i was prześladują. (Mt 5, 44)

Opisuje on wszystkie formy nienawiści i problemy, jakie wynikają z polecenia miłości nieprzyjaciół. Co ciekawe, że każda forma nieprzyjaźni otrzymuje w tym fragmencie klarowną formę miłości przeciwdziałającą jej, stając się jakby przejrzystym przepisem na konkretne działania wobec konkretnych zachowań nienawistnych, niechętnych. To tak jakby, po stwierdzeniu – kochajcie nieprzyjaciół – stał dwukropek, po którym Jezus wymienia, jak ta miłość ma się realizować. To jakby treść Bożego prawa, okraszona konkretnymi przykładami. Treścią jest miłość nieprzyjaciół, a formy tego są trzy.

Po pierwsze – tym, którzy was przeklinają, błogosławcie. Ta pierwsza płaszczyzna to przestrzeń języka, mowy. Przekleństwo jest tu tylko przykładem nienawiści właśnie w słowie. Przykładów takiej słownej niechęci jest przecież dużo więcej. Obgadywanie, obmowa, niesprawiedliwa ocena – kto z nas się z tym nie spotkał? Ale odpowiedź Jezusa jest bardzo konkretna. Na słowną nienawiść istnieje tylko jedna riposta – miłość w mowie właśnie. Wysławiajcie, znaczy opowiadajcie dobre rzeczy, chwalcie, mówcie dobrze o kimś. To polskie tłumaczenie (błogosławcie) jest także rodzajem przepisu na słowne nastawienie. Błogosławcie, czyli życzcie sobie dobrze, a przede wszystkim życzcie dobrze tym, którzy was słownie nienawidzą.

photo-1431986229655-9ca60378f77d

Jak to jest trudne nikomu nie trzeba tłumaczyć. Każdy dobrze wie, jak boli niesprawiedliwe obgadanie, czy kłamstwo usłyszane o sobie samym. Chce się wtedy po prostu odejść, zerwać kontakt, albo spotkać i oddać, albo chociaż skonfrontować się i zapytać, dlaczego mi to robisz. Ostatnią rzeczą jaka przychodzi do głowy w sytuacji spotkania z osobą, o której wiem, że rozpowiada o mnie kłamstwa, jest wychwalanie go. Chętniej bym mu odpowiednio podziękował, nie mówiąc już o wybaczeniu.

A Jezus idzie o krok dalej. Nie tylko nie oddaje, ale także poleca postawę aktywną – wyjścia naprzeciw, mówienia dobrze. I co więcej – szczerego mówienia dobrze! Jakie to trudne. O ile jeszcze można zmusić się do czegoś pod wpływem nakazu, świadomości, że taki jest przepis, o tyle zrobić to całkowicie szczerze komuś, kto nas krzywdzi – wydaje się poza zasięgiem. A tylko szczerość pozwala prawdziwie życzyć komuś dobrze, naprawdę chwalić go. Masakra!

Ta sama trudność dotyczy dwóch kolejnych płaszczyzn. Druga czyli intencje, podejście, nastawienie oraz trzecia – samo działanie – są ze sobą połączone. Tu nienawiść ma dwie formy: intencji, kiedy po prostu nienawidzą was, są wobec was nastawieni i konkretnego czynu, który realizuje się w niesprawiedliwym traktowaniu, obrażaniu, prześladowaniu. Na to też odpowiedzi są dwie. W warstwie czynu – mamy po prostu czynić dobrze. W przestrzeni intencji polecenie też jest przejrzyste i konkretne – módl się.

Jakże niesamowite to jest wyzwanie! Za tych, którzy mnie krzywdzą mam się po pierwsze modlić, potem mówić o nich dobrze, a jeszcze przy spotkaniu – czynić im tylko dobre rzeczy. I to szczerze! Dla mnie to wyzwanie jest totalnie poza zasięgiem. Poczucie krzywdy za każdym razem przesłania nie tylko pragnienie dobra, ale nawet pozytywne myślenie. Wypełnia serce jakimś takim gorzkim poczuciem niesprawiedliwości, na którą jedyną odpowiedzią powinno być zadośćuczynienie ze strony krzywdzącego.

Zawsze sobie myślę, że może uda mi się być chrześcijaninem bez tej miłości nieprzyjaciół, może uda mi się to nadrobić dobrymi dziełami gdzie indziej, a tu chce sprawiedliwości! Bo to nie może być tak trudne. Na takie wątpliwości odpowiedź też znajduje się w dzisiejszej Ewangelii.

W ostatnim zdaniu, uzasadniającym zachętę do miłości nieprzyjaciół, możemy przeczytać:

Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski. (Mt 5, 48)

W języku polskim doskonałość kojarzy mi się z czymś niedostępnym. Znów język oryginalny jest dużo bardziej pojemny i odsłania przede mną niesamowite znaczenie. Ta doskonałość wyrażona jest słówkiem τελειος [teleios]. Słowo to, pochodzące od słowa „cel”, ma sporo znaczeń w języku greckim. Oznacza między innymi: „dojrzały, osiągający cel, doskonały, kompletny, składający się z wszystkich części, pełny”. Wobec tego to ostanie zdanie można by zrozumieć jako zachętę do pełnego, dojrzałego, składającego się z wszystkich części chrześcijaństwa. W obliczu tego miłość nieprzyjaciół wydaje się być jednym z niezbędnych do pełnego chrześcijaństwa elementów, koniecznym, by być kompletnym, by być chrześcijaninem w pełni, całkowicie i dojrzale. Choć to tak niesamowicie trudne…

A dla mnie jakoś szczególnie…

80124274

 

Filozof z wykształcenia i zamiłowania. Czasem poeta. Rzadziej kompozytor. Zakochany w ludziach, teatrze i muzyce. Miasto odkrywa głównie w dźwiękach. Uwielbia słuchać i patrzeć. Czasem przysiada się do ludzi, by z nimi rozmawiać. Marzyciel zamknięty w ciele drwala. Nie mógłby żyć bez mięsa i kawy.

Brak komentarzy

Sorry, the comment form is closed at this time.