Home / Duchowość  / Refleksje  / Powołani do samodzielności

Powołani do samodzielności

W dzisiejszej Ewangelii sytuacja jest niezwykła – Jezus upomina swoją matkę i braci. Nadopiekuńczość? Potrzeba kontroli? Ale Maryja? Niemożliwe! A jednak…

Z różnych powodów, między innymi coraz gorszych warunków finansowych, dłuższego okresu obowiązkowej nauki, studiów, powszechnego bezrobocia a także różnych innych tu nie wymienionych, statycznie coraz dłużej mieszkamy w domu rodzinnym i coraz dłużej pozostajemy pod opieką rodziców. Ci przyzwyczajają się do naszej obecności, do naszej dostępności, uczą się przychylać nam nieba, a stąd już tylko krok do nadopiekuńczości. Kiedy wiele lat robisz to samo, ciężko jest bez powodu się przestawić. Mamy wiodą w tym prym, tatusiowie jakoś szybciej przechodzą w relacje partnerskie. Dla młodego człowieka taka sytuacja bywa frustrująca. Tym bardziej, kiedy wraz z nią pojawia się też potrzeba kontroli, a odcinanie pępowiny nie przynosi zamierzonych rezultatów i obu stronom sprawia przykrość.

Myślałem dotychczas, że Ewangelia nie ma nic do tego, że to tylko nasz społeczny problem. Jak dobrze było się pomylić. Dzisiejsze Słowo dało mi do myślenia:

Nadeszła Matka Jezusa i bracia i stojąc na dworze, posłali po Niego, aby Go przywołać. Właśnie tłum ludzi siedział wokół Niego, gdy Mu powiedzieli: Oto Twoja Matka i bracia na dworze pytają się o Ciebie. Odpowiedział im: Któż jest moją matką i /którzy/ są braćmi? I spoglądając na siedzących dokoła Niego rzekł: Oto moja matka i moi bracia. Bo kto pełni wolę Bożą, ten Mi jest bratem, siostrą i matką. (Mk 3,31-35)

Oczywiście można by skupić się na ostatnim zdaniu, w którym Jezus dowartościowuje zebranym i w ogóle wierzących. Ale warto zobaczyć ten opis szerzej. Wyobraźmy sobie tę sytuację. Jezus siedzi wśród tłumów, naucza. Nagle przerywają mu matka i bracia. O ile różne tradycje inaczej interpretują sprawę jego braci, widząc w nich jego rodzonych braci, czy kuzynów, czy w ogóle przyjaciół, ale kim jest matka w tej historii można określić bez pomyłki – to Maryja. Co robią? Posyłają po Niego, aby go przywołać. Zatem domagają się, żeby albo do nich wyszedł, albo dopytują się co u niego słychać. Odpowiedź Jezusa jest znamienna. Posyła im ostrą – bo publicznie ogłoszoną – reprymendę. Zwraca uwagę, po co właściwie jest na ziemi, jakie jest Jego posłannictwo.

Jezus jest w trakcie głoszenia, realizuje swoje powołanie, cel, dla którego przyszedł na świat. I właśnie wtedy Jego rodzina koniecznie chce się z Nim widzieć, musi się z Nim natychmiast spotkać. Liczą na to, że wszystko rzuci i wyjdzie im naprzeciw. Jezus uświadamia im, jak bardzo takim zachowaniem myślą o sobie, wskazując na tych, co pełnią wolę Boga.

Oczywiście nie można odmówić Maryi (i naszym mamom także) zwykłej ciekawości. Wydaje mi się, że ta ciekawość jest dobra i Jezus nie byłby sobą, gdyby nie zadośćuczynił tej potrzebie wiedzy swojej mamy. Jedynym problemem jest odpowiedni czas. To wybór momentu na podzielenie się tymi informacjami stanowi sedno. Żądanie natychmiastowej odpowiedzi wydaje się być poniekąd egoizmem, nie bierze bowiem pod uwagę możliwości, zajętości i czasu tego, kto jest pytany.

Dlatego właśnie Maryja dostaje jedną z nielicznych w całej historii zbawienia reprymend. Czytam w tym jednak odpowiedź pełną miłości. Jezus nie mówi: „Matko, nie kocham cię, nie chcę cię znać, nie przeszkadzaj mi”! Wskazuje raczej, tłumaczy: „Jeśli nie wypuścisz mnie spod swoich skrzydeł, jeśli nie pozwolisz mi na samodzielność, nie będę mógł wypełnić swojego powołania. Ta niezależność jest konieczna, żebym mógł wypełnić Wolę Bożą”. To nie oznacza oczywiście, że Jezus Maryi nie kocha. Wręcz przeciwnie – kocha ją jeszcze mocniej, bo wie, jak trudna jest droga zmiany relacji z matczynej na dorosłą.

Jezus wie, że musi to zrobić, musi ułożyć tę relację. Właśnie zaczyna się Jego publiczna misja (niedawno powołał Apostołów), będzie potrzebował tej niezależności. I chce mieć pewność, że Jego mama rozumie, że nie będzie się niepotrzebnie zamartwiać w domu.

nomad

W tej sytuacji leży istota problemu z nadopiekuńczością czy potrzebą kontroli. Z jednej strony ciekawość i potrzeba wiedzy, wspierane przyzwyczajeniami ciągłej obecności, poczuciem straty czegoś dla rodzica najważniejszego, a z drugiej – potrzeba niezależności, bez której nie można o sobie stanowić. Konflikt tragiczny, który rozwiązać można tylko w jeden sposób – spotkaniem i mnóstwem miłości. Długimi, spokojnymi rozmowami ludzi, którzy się kochają. Bo niezależność, samodzielność jest niezbędna, konieczna każdemu aby wypełnić swoje powołanie, aby w pełni stać się człowiekiem. Ale przy jej zdobywaniu nie warto wszystkiego za sobą spalić.

Maryja zrozumiała po pierwszym takim spotkaniu. Nie odnalazłem w Piśmie już więcej podobnej sytuacji. Zresztą Jezus wielokrotnie spotykał się jeszcze z matką i rozmawiał z nią. I tu leży chyba drugie zobowiązanie. Domaganie się uszanowania niezależności nie może oznaczać przekreślenia relacji. Samodzielność to nie zerwanie kontaktu. Nie możesz stać się człowiekiem sukcesu, wypełniającym zadania, walczącym z całym światem, dla którego rodzice i bliscy przestali istnieć. Także po twojej stronie jest dbanie o tą relację. W tej sytuacji chyba nawet mocniej.

e66NHyUFQx6lNahLbW6g_IMG_2536_2

Filozof z wykształcenia i zamiłowania. Czasem poeta. Rzadziej kompozytor. Zakochany w ludziach, teatrze i muzyce. Miasto odkrywa głównie w dźwiękach. Uwielbia słuchać i patrzeć. Czasem przysiada się do ludzi, by z nimi rozmawiać. Marzyciel zamknięty w ciele drwala. Nie mógłby żyć bez mięsa i kawy.

Brak komentarzy

Sorry, the comment form is closed at this time.