Home / Duchowość  / Refleksje  / Nie lękaj się …

Nie lękaj się …

Liturgia opowiada nam dziś historię dwóch bohaterów, Lota i uczniów (taki bohater zbiorowy) w łodzi. W obydwu historiach jest lęk. Bohaterowie ci czegoś się boją. Co mówią o lęku? Co to w ogóle jest lęk? Co się dzieje, kiedy człowiek się boi, dlaczego się boi, i czy to dobrze się bać?

Jak jest natura Lęku? Lęk paraliżuje, zamyka, wręcz zmienia tożsamość. Przestajesz być sobą, przestajesz myśleć racjonalnie, przestajesz zachowywać się jak ty, przewidywalnie, w sposób wolny. Wszystkie twoje myśli, przeżycia, wszystkie siły skupione są na zagrożeniu które wydaje się być przed tobą.

Najmocniej doświadczyć można go w samotności. Wielokrotnie wędrowałem samotnie po nocy, najczęściej skądś wracając. Ciemność i samotność nie były najlepszymi doradcami. W takich chwilach umysł szczególnie lubi płatać figle. Każde poruszenie wzbudza grozę, każdy cień jest drapieżnym zwierzęciem. A im dalej, tym jest gorzej. Umysł wykrzywia rzeczywistość, tak że świat wydaje się jednym wielkim zagrożeniem. Przestajesz patrzeć na świat normalnie, a wyolbrzymiasz go, potęgujesz zagrożenie.

photo-1422220409531-539b75def9c8

To samo jest z uczniami. Są z Jezusem w łodzi, gdy nagle spotyka ich coś zatrważającego. Ewangelista pisze o gwałtownej burzy. Tekst grecki opisuje ją słowem „σεισμος [seismos], które rozumieć można najbardziej jako „trzęsienie ziemi”. Można zatem przypuszczać, że uczniowie stają wobec fali uderzeniowej właśnie po trzęsieniu ziemi, wobec takiego małego tsunami. Naprawdę jest się czego bać. Resztę dokonuje w nich strach.

Panie, ratuj, giniemy!

Jezus natychmiast upomina wichry i jezioro i wszystko cichnie.

Nie chcę tu podkreślać władzy, jaką Jezus ma nad naturą. Chcę zwrócić uwagę na inny wymiar reakcji Jezusa. Odwraca on ich uwagę od zagrożenia, przywołuje ich umysł z powrotem do porządku. Pytaniem o wiarę wyrywa ich z lęku, ze skupienia się na zagrożeniu tylko i zwraca z powrotem na siebie nawzajem, zmusza do racjonalizacji. Taka jest właśnie rola bliskich, rola towarzyszy, wreszcie rola wspólnoty. To takie stanie przy sobie, by w chwilach lęku nie pozwolić czuć się samotnym, i przez to nie wyolbrzymiać jeszcze sztucznie zagrożenia. To czasem nawet konieczność interwencji na siłę, wbrew woli ogarniętego lękiem towarzysza, konieczność wyrwania z trwogi, przywrócenia rzeczywistej perspektywy czasem nawet przemocą.

Tę niezwykła rolę wspólnoty, grupy bliskich, zaufanych ludzi na których można liczyć widać dziś w historii Lota. Lot, który po wezwaniu Boga ociąga się, nie bardzo potrafi się zebrać, jest na siłę wyciągnięty przez aniołów. Tak właśnie działa wspólnota, którą na tę chwilę wyjątkowo stanowią dla Lota aniołowie. Nie pozwala ci się zgubić, nie daje ci utonąć, pogrążyć się, nie zostawia cię, nie odpuszcza. Nawet jeśli musi zawalczyć o ciebie siłą.

Dlatego trzeba dobrze wybierać wspólnoty. Prawdziwa – czyli grupa bliskich tobie osób, która cię dobrze zna i kocha i dla których jesteś ważny – nie pozwoli ci zostać, nie da ci się ociągać. Poświęci nawet własny interes, czas, zysk, byle tylko ci pomóc. Bo cię kocha i jesteś dla niej ważny. Rodzina Lota i uczniowie mieli niezwykłe szczęście. Ich wspólnotę stanowili w pierwszym przypadku aniołowie, a w drugim sam Bóg – Jezus. Lepiej wybrać nie można. A wybrać trzeba. Samotność budzi lęk, a po jakimś czasie zaczyna wzbudzać urojenia i zakłamywać rzeczywistość. Wtedy przyjaciel, ktoś na kim można polegać jest niezastąpiony.

photo-1432793246943-0d41c5411eb3

Jeszcze jedna rzecz rzuca mi siew oczy w historii Lota. Bóg wchodzi w jego życie. Nie jest jakimś czekającym z boku pomnikiem, posągiem, który wydał rozkaz i czeka chłodny na jego zrealizowanie. Bóg sam wychodzi do człowieka, żeby go uratować, osłonić, żeby dać mu życie. Bo go kocha.

A na zakończenie podzielę się takim doświadczeniem z własnego życia. Kiedy w noc przed własnym ślubem (tak, ożeniłem się) modliłem się z jakąś taką niepewnością, co do przyszłości i wyboru, którego dokonałem dostałem Słowo z księgi Lamentacji (Lm 3, 55-57):

Wzywałem imienia Twego, o Panie,
z przepastnej jamy,
słyszałeś mój krzyk: «Nie zatykaj
uszu na moją prośbę!»
Zbliżyłeś się w dniu, gdy Cię wzywałem,
rzekłeś – «Nie bój się!»

Nie spodziewałem się wiele po księdze Lamentacji, raczej głównie skarg i żali, tym większe było moje zaskoczenie i radość. Od tego momentu w moim sercu zagościł pokój, zmieniło się wręcz fizyczne w takie spokojne, utulone.

Lęk jest nam nieodłączny. Towarzyszy w ważnych momentach, wydarzeniach, pojawia się wraz z niepewnością. Nie jest on jednak najlepszym doradcą. Dlatego nie jesteśmy sami na świecie,ale otoczeni zostaliśmy innymi ludźmi, wśród których odnaleźć możemy tych najbliższych. Dlatego jest z nami Bóg, Emmanuel, który towarzyszy nam nieustannie, a lęk zamienia w pokój serca.

Filozof z wykształcenia i zamiłowania. Czasem poeta. Rzadziej kompozytor. Zakochany w ludziach, teatrze i muzyce. Miasto odkrywa głównie w dźwiękach. Uwielbia słuchać i patrzeć. Czasem przysiada się do ludzi, by z nimi rozmawiać. Marzyciel zamknięty w ciele drwala. Nie mógłby żyć bez mięsa i kawy.

Brak komentarzy

Sorry, the comment form is closed at this time.