Home / Duchowość  / Refleksje  / Drżę, bynajmniej nie z zimna

Drżę, bynajmniej nie z zimna

Za oknem mróz, właśnie skończyłem sesję i niedługo wyjeżdżam na upragnione narty. Liczę na dużo śniegu i chwilę odpoczynku. I drżę. Nie, nie z powodu zimna. Wczuwam się w Mojżesza.

Zaskoczyło mnie dzisiejsze czytanie. List do Hebrajczyków, który jest czytany od kilku tygodni w codziennej liturgii słowa, jest trudny, często niezrozumiały lub tak jak dzisiaj – wręcz zadziwiający. Warto skupić się nieco bardziej na kontekście całego listu i fragmentu, który podaje nam dzisiaj Kościół.

Autor listu do Hebrajczyków pozostaje do dzisiaj nie znany, choć o samym tekście studenci teologii uczą się w czasie wykładów o pismach Pawłowych. List został napisany do wspólnoty chrześcijańskiej, która przeżyła szereg prób. Ucierpiało ich życie duchowe, stali się ospali i ociężali w słuchaniu, stali się letni, niektórzy upadli na duchu. Opis tej wspólnoty coś przypomina, prawda? Nie, to nie jest potwierdzenie tego, że żyjemy w strasznych, okropnych czasach i generalnie będzie tylko gorzej. To dowód na to, że Pismo Święte jest żywe i ponadczasowe.

Nie przystąpiliście bowiem do dotykalnego i płonącego ognia, do mgły, do ciemności i burzy ani też do grzmiących trąb i do takiego dźwięku słów, iż wszyscy, którzy go słyszeli, prosili, aby do nich nie mówił. Nie mogli bowiem znieść tego rozkazu: Jeśliby nawet tylko zwierzę dotknęło się góry, winno być ukamienowane. A tak straszne było to zjawisko, iż Mojżesz powiedział: Przerażony jestem i drżę. (Hbr 12, 18-21)

Przejmujący jest ten cytat Mojżesza. Wyobrażenie Boga wzbudzającego przerażenie, nie było problemem Starego Testamentu, czy pierwszych chrześcijan. Dzisiaj także ten obraz – Boga surowego, karzącego, czyhającego na potknięcia – jest obecny w świadomości wielu ludzi. I wcale im się nie dziwię, że do takiego Boga nie chcą przychodzić. Dlaczego w ich głowach wykształcił się akurat taki obraz? Na pewno nie z Ewangelii, czy nauczania Kościoła.

Odczytuję ten fragment także w inny sposób, nie odnosząc tych słów do relacji z Bogiem, ale do relacji z ludźmi. Przerażony jestem i drżę. Spotykam się z postawą osób, które grzmią na innych, potępiając ich w czambuł. Grzech zawsze jest grzechem, zło zawsze należy nazywać po imieniu. Grzech. I zło. Nigdy grzesznika. Pomylenie tych dwóch rzeczywistości jest zawsze tragiczne. I tłumaczy istnienie tego zakrzywionego obrazu Boga. Na ratunek przybywa autor listu do Hebrajczyków z krótką litanią. Czytając ją, spróbujcie się nią pomodlić. Spróbujcie stać się jej uczestnikami.

Wy natomiast przystąpiliście do góry Syjon, do miasta Boga żyjącego, Jeruzalem niebieskiego,
do niezliczonej liczby aniołów, na uroczyste zebranie,
do Kościoła pierworodnych, którzy są zapisani w niebiosach,
do Boga, który sądzi wszystkich,
do duchów sprawiedliwych, które już doszły do celu,
do Pośrednika Nowego Testamentu – Jezusa,
do pokropienia krwią, która przemawia mocniej niż [krew] Abla. (Hbr 12, 22-24)

Teolog szukający piękna w świecie. Ciekawy świata, lubi chodzić z podniesioną głową po ulicach Warszawy. Czyta książki w autobusach, w autobusach też lubi spać. Często łączy jedno z drugim (czyli zasypia podczas czytania w komunikacji). Od kilku lat idzie przez życie za rękę z bł. Karolem de Foucauld (i Narzeczoną oczywiście!).

Brak komentarzy

Sorry, the comment form is closed at this time.