Home / Duchowość  / Refleksje  / I co teraz?

I co teraz?

Siedzimy sobie w cieplutkich parafiach, wspólnotach, spotykamy sie w domach, na stadionach, woodstocku. Bardzo przyjemnie jest nam obracać się we własnym gronie. Nawet jeśli pracujemy, ewangelizujemy, mamy swój azyl, miejsce gdzie możemy wrócić odpocząć, odetchnąć. Ostatnio jeden z profesorów zwrócił nam uwagę na to, że obecnie bardzo chętnie nagradzamy owacjami tych, którzy, nazwijmy to, sporo w życiu nabroili, na koniec wracając do Chrystusa, a cichym pokiwaniem głowy kwitujemy, gdy ktoś całe swoje życie trwa w stałości i wytrwałości. Trochę zastanawiające.

Jakże chętnie podnosimy głosy oburzenia, irytacji, zgorszenia. Ile niezgody jest w nas na niewygody, oskarżenia. Zaraz znajdzie się grono “wojowników”, którzy odpowiedzą słowem za słowo, gestem za gest. Zachowujemy się jakby to było dla nas jakieś zaskoczenie, że ktoś może się z nami nie zgadzać i wyrażać to w mniej czy bardziej przyjemny sposób. Dziwimy się i czujemy odrzuceni gdy wybijamy się ponad system. Jak gdyby nikt nas wczesniej nie ostrzegał. Gdy w rodzinie spotykamy się z niezrozumieniem lub oporem. Ile w nas wtedy buntu. Ile chęci przekonywania. Ile waleczności. Ile egoizmu.

Podniosą na was ręce i będą was prześladować. Wydadzą was do (…) więzień oraz z powodu mojego imienia wlec was będą przed królów i namiestników. Będzie to dla was sposobność do składania świadectwa. Postanówcie sobie w sercu nie obmyślać naprzód swej obrony. Ja bowiem dam wam wymowę i mądrość, której żaden z waszych prześladowców nie będzie się mógł oprzeć ani sprzeciwić.

A wydawać was będą nawet rodzice i bracia, krewni i przyjaciele, i niektórych z was o śmierś przyprawią. I z powodu mojego imienia będziecie w nienawiści u wszystkich. Ale włos z głowy wam nie zginie. Przez swoją wytrwałość ocalicie swe życie. (Łk 21, 12-19)

I wcale nie chodzi tam o wielkie wystąpienia, o niepodważalne, miażdzące przeciwników krasomówcze wystąpienia. Szybko ucieka nam z głów, że jedynym  niezaprzeczalnym świadectwem jest przemiana życia albo, idąc dalej za przykładem Pierwszych, oddanie życia na świadectwo prawdy. Nie jest naszą rolą ani wolą Chrystusa polityczne czy ideologiczne opanowanie świata. Nasza rewolucja dzieje się na poziomie serc i spotkania osoby z druga osobą. Poza zastanym systemem. Nie jest naszym celem naprawianie świata poprzez mechaniczne działania. Pierwszym celem jest przemiana świata przez przemianę własnego serca. Serca, które akceptuje przeciwność, opór, nawet agresję.

635172590571399561

Wydaje się, że często zachowujemy się tak, jak gdyby nasze obecne życie było celem. Jakbyśmy w ogóle zapominali o tym, że Chrystus nam obiecał życie. To w końcu wierzę w to, że spełni obietnicę, czy nie? Czy naprawdę tak bardzo jesteśmy przywiązani do bogactwa naszej wygody, przyjemności i luksusu? O jak trudno będzie bogatemu wejść do Królestwa Niebieskiego!

Okazuje się, że nie jesteśmy wolni od tego co nas otacza. Jesteśmy niewolnikami życia, którego trzymamy sie kurczowo i tak bardzo boimy sie jego końca, że wypieramy prawdę, że śmierć jest integralną częścią życia. Dlaczego Ci, którzy najdalej postąpili w modlitwie tęsknią za śmiercią? Dlaczego tak bardzo cierpią z powodu tego rozdarcia, jednocześnie pragnienia służby innym a z drugiej strony śmierci, żeby już w końcu złączyć się z Chrystusem. I dlaczego tak rzadko to pragnienie pojawia się w nas.

(…)

O jakże długie jest ziemskie wygnanie!
Jakże tchną smutkiem te pustynne głusze!
Jakże bolesne w tym życiu konanie
I te kajdany, co skuwają duszę!
Tylko nadzieją, że skończą się męki,
Ten ból wygnania opanować mogę.
Lecz chociaż ufam, płyną z duszy jęki:
Ja tym umieram, że umrzeć nie mogę.

(…)

Tylko nadziei złociste promienie
Świecą mi w życiu, że kiedyś zaświta
Dzień, w którym skończy śmierć moje cierpienie.
I tej pociechy ma dusza się chwyta…
O, przyspiesz dzień ten, śmierci upragniona!
Widzisz, że radość czuję, a nie trwogę
Na myśl, że wieźmiesz mnie w swoje ramiona.
Ja tym umieram, że umrzeć nie mogę!

(…)

Zdroje obfite życia prawdziwego
Nie mogą poić mej duszy spragnionej,
Póki nie wyrwie się z życia ziemskiego.
Więc z głębi duszy tęsknotą trawionej
Wzywam cię, śmierci! O, wyrwij mnie z ciała!
Tylko przez ciebie szczęście zdobyć mogę…
Przyjdź już! jam w tobie pogrążona cała.
Ja tym umieram, że umrzeć nie mogę!

O życie moje, cóż oddam dziś Bogu,
Co się ukrywa w głębi serca mego?
O, kiedyż stanę na wieczności progu,
By Mu dać życię za tę miłość Jego?
Gdy przez śmierć tylko mam do Niego drogę,
O, jakże tęsknię, wyrywam się, wołam:
Panie, umieram, że umrzeć nie mogę.

św. Teresa od Jezusa

 

Student Wydziału Teologicznego Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. Zainteresowania szczególnie zwrócone w kierunku teologii duchowości, Biblii, Ikony, niekiedy filozofii. Zapalony w układaniu Kostki Rubika. Rozsmakowany w kawie. Zasłuchany w muzyce. Zaczytany w książkach. Zakochany w Bogu.

1KOMENTARZ
  • Avatar
    karola 27 listopada, 2014

    “Pierwszym celem jest przemiana świata przez przemianę własnego serca.”
    dzięki!